a
Strona głównaAktualnościOSTATNI PRAWDZIWY BLUESMAN WYSTĄPI W DOBROMIERZU

OSTATNI PRAWDZIWY BLUESMAN WYSTĄPI W DOBROMIERZU

Boo Boo Davis – jeden z ostatnich „prawdziwych” bluesmanów – takich, którzy grają bluesa opartego na swoich własnych ciężkich doświadczeniach życiowych, 21 kwietnia wystąpi na scenie Gminnego Ośrodka Kultury, Sportu i Rekreacji w Dobromierzu.

Artysta urodził się i wychował w miejscowości Drew w stanie Missisipi – w samym sercu Delty, czyli krainy, która pod koniec XIX i w pierwszej połowie XX wieku stała bawełną. To właśnie podczas pracy na polu wyrobił sobie Boo Boo silny głos będący dzisiaj jego znakiem firmowym, którym rozgrzał do czerwoności niejeden głośnik…, a podobno kilka nawet zepsuł! Ponieważ praca na polu wymagała dużej ilości rąk do pracy – również dziecięcych – Boo Boo nie miał okazji chodzić do szkoły i z tego powodu nigdy nie nauczył się czytać ani pisać.

Muzyka była tradycyjnym zajęciem w rodzinie Boo Boo: jego ojciec, choć żył z bawełny, potrafił grać na kilku instrumentach. W rodzinnym domu Boo Boo częstymi gośćmi byli John Lee Hooker, Elmore James i Robert Pete Williams, z którymi często muzykował jego ojciec. Stała obecność muzyki w domu skłoniła Boo Boo do grania na harmonijce i śpiewania w kościele już w wieku pięciu lat. Jako trzynastolatek grał też na gitarze, a po kolejnych pięciu latach występował z ojcem i starszymi braćmi jako The Lard Can Band.

Na początku lat 60. Boo Boo przeprowadził się z Delty bardziej na północ, do St. Louis, gdzie wrósł w lokalną muzyczną scenę. Jednak pomimo tej przeprowadzki, jego muzyka do dziś pozostaje w swym duchu i atmosferze dogłębnie „południowa”, nierozerwalnie związana z Deltą Missisipi.

Do Europy przyjechał po raz pierwszy w kwietniu 2000 roku i od tego czasu bywa na Starym Kontynencie co najmniej dwa razy w roku. Ma na koncie siedem płyt (wydanych przez Black and Tan Records), wszystkie bardzo dobrze przyjęte przez publiczność i krytyków. Ostatnia z nich ukazała się w listopadzie 2010 i została zatytułowana „Undercover Blues”. Zgromadzony na niej materiał jest bardzo różnorodny, a miejscami wręcz zaskakujący – zawiera m.in. jeden utwór utrzymany w stylu gospel i jeden o charakterze… kolędy. Nagrań dokonano w Szwajcarii, metodą analogową i przy użyciu vintage’owego sprzętu. Każdy z utworów zarejestrowano za pierwszym podejściem, do tego wszystkie na „setkę”. Poprzednie płyty Boo Boo to m.in. „Ain’t Gotta Dime” z 2009 roku oraz wydana rok wcześniej „Name of the Game”, o której opiniotwórczy amerykański magazyn bluesowy Living Blues napisał, że „jest jak powiew świeżego powietrza. Płyta, choć studyjna, była nagrywana na setkę, dzięki czemu zawarte na niej dźwięki są naładowane emocjami, a brzmienie jest bardzo spójne.

W połowie roku 2008 zrodziła się idea grania w trio, bez basisty. Pomysł spotkał się z aprobatą publiczności, która często nie może uwierzyć, że tak pełne brzmienie jest generowane przez zaledwie trzech ludzi. Oryginalności dodaje mu z pewnością niecodzienna perkusja stworzona przez Johna Gerritse’a: instrument liczy sobie ponad 60 lat, a jego głównym składnikiem jest 28-calowy bęben basowy. Grający na gitarze Jan Mittendorp wybiera instrument barytonowy, co stanowi kolejny istotny składnik oryginalnego brzmienia.

Źródło: materiały promocyjne www.delta.art.pl

Udostępnij:
Oceń ten artykuł

kontakt@terazsudety.pl